Facebook








LEGIONOWSKI. Czy grozi nam katastrofa ekologiczna?

2022-09-18 4:12:24

Mieszkańcy Dębe oraz Starego Orzechowa skarżą się na fetor dochodzący z oczyszczalni ścieków oraz zatrute ryby w Narwi. Powodem ma być 500 ton zalegających odpadów z oczyszczalni, które powinny trafiać do spalarni w oczyszczali Czajka


Do oczyszczalni ścieków w Starym Orzechowie, należącej do MPWiK Zakład Dębe, odprowadzane są ścieki z terenu gmin: Wieliszew, Serock i Nieporęt. Na początku września br. mieszkańcy okolicznych miejscowości złożyli skargę na działalność oczyszczalni.

Fetor z rozkładających się odpadów

W skardze możemy przeczytać, że przeszkadza im niesamowity smród dochodzący z terenu zakładu. Mieszkańcy jego źródło upatrują w odpadach z oczyszczalni, które składowane są na otwartym placu bez zadaszenia. A jego intensywność ma zależeć od kierunku wiatru oraz ilości składowanych w danym momencie odpadów. Zdaniem mieszkańców, z którymi rozmawialiśmy, w tej chwili na placu znajduje się ok. 500 ton tzw. „suszu”. Powinien być on regularnie wywożony do spalarni w Zakładzie Czajka, ale wprowadzono limit wnoszący 20 ton. Tymczasem dziennie oczyszczalnia wytwarza ok. 30 – 60 ton. Reszta natomiast gnije i fermentuje powodując fetor. Tak przynajmniej twierdzą protestujący.

Śnięte ryby w Narwi

Oprócz smrodu z oczyszczalni, mieszkańcy Starego Orzechowa narzekają na zanieczyszczanie rzeki. Wędkarze twierdzą, że łowią ryby w Narwi, w okolicach oczyszczalni, tylko po stronie gminy Wieliszew. Ale ryby stamtąd też nie nadają się do spożycia. Podobno i interweniowali w tej sprawie, ale również bez skutku. Ponadto okoliczni mieszkańcy mówią o smrodzie pochodzącym z wód gruntowych, do których mają przedostawać się odcieki z oczyszczalni, w czasie obfitych deszczów. Niektórzy mówią, że nie zdziwią się, jak w Narwi niedługo pojawią się śnięte ryby, podobnie jak to miało miejsce niedawno w Odrze.

kliknij, aby powiększyć

Winna awaria zamgławiacza?

Według okolicznych mieszkańców, powodem smrodu jest również niesprawna instalacja, która miała powodować, żeby fetor nie wydostawał się na zewnątrz. Chodzi o tzw. zamgławiacz czyli rodzaj zraszacza działającego nad hałdami suchych odpadów z oczyszczalni. Jak twierdzą protestujący, instalacja ta często się psuje, a zakład nie ma do niej części zamiennych. – Dlatego dopiero po każdej awarii ogłaszają przetarg na części i naprawę oraz muszą czekać na jego rozstrzygnięcie. Czasami musi to trwać aż 3-4 tygodnie. Dziwi mnie, że zakład będący częścią infrastruktury krytycznej, mogący stanowić tak poważne zagrożenie dla środowiska nie dysponuje częściami zamiennymi do swoich urządzeń – komentuje jeden z protestujących.
Do chwili zamknięcia bieżącego numeru, nie udało nam się uzyskać odpowiedzi w tej sprawie z MPWiK.

Komentarz redakcji

Dla mieszkańców sprawa jest prosta. Należy dokonać jak najszybciej modernizacji oczyszczalni, tak aby odpady mogły być składowane na utwardzonym terenie, pod dachem, a najlepiej w zamkniętej hali. Dobrze by było również żeby odpady były wywożone do spalarni na bieżąco. Wtedy zminimalizowane byłoby oddziaływanie składowiska zarówno na czystość powietrza jak i na wody gruntowe

Wojciech Dobrowolski

Komentarze

3 komentarze

  1. John odpowiedz

    Za PO takich rzeczy nie było!

  2. Edek odpowiedz

    Jak mają za dużo tych odpadów suchych z oczyszczalni, a są blisko rzeki to pewnie wywaleją to do Narwi. I cała tajemnica smrodu i zatrutych ryb wyjaśniona.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *