TENIS STOŁOWY. Ignacy w finale! 2. Grand Prix Polski Żaków

2021-12-28 6:18:39

W czerwcu br., na naszych łamach, w artykule „Skrzat przy stole” przedstawiliśmy sylwetkę 9-letniego Ignacego Sławińskiego, mieszkańca Skubianki, ucznia szkoły podstawowej w Zegrzu, który przy stole pingpongowym zdobywał pierwsze sportowe „skalpy”, medale, miejsca na podium…


Dziś, kolejna porcja najświeższych informacji na temat zmagań Ignasia z rówieśnikami żakami (rocznik 2012 i młodsi) z całego kraju podczas 2. Grand
Prix Polski: „Przedstawiciele wielkopolskich klubów tenisa stołowego zdominowali zmagania w 2. Grand Prix Polski Żaków. Triumfatorami zawodów w Sępólnie Krajeńskim zostali Hubert Kwieciński (Wicher Lisiec Wielki) i Aleksandra Nawrocka (LKS Orzeł Wysocko Wielkie). Ignacy Sławiński z Sokoła Serock był drugi.
W finałowym meczu gry pojedynczej żaków zwyciężył zawodnik, który do turnieju przystępował z trzecim numerem startowym. Hubert Kwieciński z Wichra Lisiec Wielki w finale pokonał rewelacyjnie spisującego się w Sępólnie Krajeńskim Ignacego Sławińskiego 3:1 (9:11, 11:7, 11:7, 11:6). Reprezentant Sokoła Serocka był sprawcą największej niespodzianki w imprezie. W 1/8 finału Sławiński wyeliminował z turnieju rozstawionego z „jedynką” Jakuba Tureckiego z Gryfa Gdów. Trzeci turniej z cyklu Grand Prix Polski żaków odbędzie się w dniach 11-13 marca 2022 roku w Bilczy” – tyle w lakonicznym skrócie można przeczytać w oficjalnym komunikacji z ostatniej imprezy.

Nam bardziej podobała się relacja mamy Ignacego, pani Magdaleny Sławińskiej, którą niewielkimi skrótami przytaczamy poniżej:

Relacja Mamy

W najkrótsze dni roku 19-20 grudnia rozegrano w Sępólnie Krajeńskim (hen, za Bydgoszczą) II Grand Prix Polski „Żaków”, w czas, kiedy to słońce prawie nie świeci, i niewiele można oczekiwać dobrego… Lecz czasem jak w bajkach, jak w egipskich misteriach (…) strona lewa okazuje się prawą, góra-dołem, i wszystko się niby w kartach układa. Po Czarnym Słońcu, które z różnych przyczyn świeciło nad Ignacym podczas I GP Polski w Zielonej Górze – bitwa, na Jego małą, niemniej dla nas – kosmiczną skalę, zostanie, o dziwo, wygrana, choć na drodze „słonecznej barki” piętrzyły się liczne przeszkody i równie liczne do jej pokładu skradały się potwory…
Ale od początku: po niezłej grze w fazie grupowej, którą Ignacy zakończył z bilansem trzech pewnych zwycięstw (odniesionych bez straty seta), przyszła faza główna turnieju i kolejny pojedynek ze starym znajomym, Olafem Cyrankiewiczem, z wiedzą, że nawet jeśli się uda (ot, „karma” rozstawienia, turniejowa 16-stka, którą akurat był Ignacy – w walce o ćwierćfinał zawsze „wpada” na „jedynkę”!) przyjdzie mierzyć się ze starszą o rok czołówką, w tym z liderem klasyfikacji generalnej, Jakubem Tureckim z Gryfa Gdów…
Olaf został po raz trzeci pokonany, i tak skończył się pierwszy dzień imprezy. Sobotni wieczór upłynął na analizach, jak wygrać z Kimś z „wysokobudżetowego” TOP-u, który trenuje od 6 lat (czyli dwa razy dłużej!) pod okiem czołowego zawodnika tenisowej Superligi, ze sztabem trenerów od tego czy innego elementu gry (od rozwoju motorycznego, planowania i wyciągania wniosków, szarad i rebusów taktyk i strategii…), a gra owego „Ktosia” przypomina doskonale naoliwiony mechanizm, jak zaciąć te tryby…
Po dwóch setach, w których „dominator” punktował „challengera”, przyszło przełamanie i opłacił się „nieoczywisty” profil gry, aktywny backhand, lewa ręka… Trzeci set dla Ignacego! W czwartym pomroczność jasna i nawrót do pasywnego „przebijania”, wzięty „czas”, i 3 piłki meczowe dla lidera! I nagle, przewrotka filmowa a la dreszczowe Hitchcocka, oto Ignacy… zdumiewając się sobą, że przecież może jeszcze lepiej grać… w mroku – eksplozja światła! Trzy meczowe obronione, setowa dla Ignacego! Czwarty set wzięty! 2:2. Lider „zagotowany”. W piątym – pełna kontrola nad meczem, w pewnym momencie kilku punktowa przewaga Ignacego! Ostatecznie do siedmiu – zwycięstwo! Sala „szaleje” – Ignacy „czyści” drabinkę, absolutny faworyt imprezy po meczu-maratonie odprawiony, i niejeden upatruje szansę, by wznieść puchar…
Co dalej, za szybko… skrajnie trudny ćwierćfinał z turniejową „dziewiątką”, która kręci mocarne topspiny z obu stron, gdy po meczu z liderem „touru” leci się z nóg, a i zmęczona świadomość… przegrany pierwszy set, lecz przychodzi opamiętanie, znów wrzucony wyższy bieg i trzy kolejne sety wzięte! Półfinał w oprawie profesjonalnej, jakby zawodowcy w Superlidze… przeciwnik, turniejowa „piątka” nieco speszony… wyniku presją, mimo fantastycznej techniki i forhandowego „tłuczka”, kontrolowane 3:0, i raz wtóry inteligentny backhand, backhand górą! Ignacy w finale…
Tak oto kończy się ta długa noc, i przychodzi nowy dzień… trzeba budzić się i wracać w swoje strony. Trzyosobowy zespół i sztab szkoleniowy: mama, tata i syn, ze wsparciem życzliwego serockiego Magistratu – tu wielkie podziękowania panu vice burmistrzowi, Markowi Bąbolskiemu, który umożliwił tę nieco zwariowaną, prawie 400-kilometrową fantazyjną w „nieznane” podróż, za zrozumienie i życzliwe wsparcie, uporządkowanie wszystkich małych i dużych SPRAW, zresztą za wiele innych rzeczy… a także nowemu dyrektorowi serockiego SIS-u, panu Piotrowi Mulikowi, który z pasją i pomysłem… przyczynia się do normalnego biegu rzeczy, za bieżącą i przyszłą współpracę.
(jb)

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *